TO JUŻ JEST KONIEC...

Część 12

Zaraz po pasterce spokojnym krokiem trzymając się mocno za ręce wrócili do domu, gdzie wreszcie mieli chwilę tylko dla siebie. Rozłożyli się wygodnie na kanapie w salonie. Magda siedząc w objęciach Piotra, opierając się o jego klatkę piersiową utkwiła wzrokiem w ustrojonej razem z nim choince. Już dawno nie czuła w sobie takiego spokoju. Był z nią przez cały dzień. W każdej chwili mogła go dotknąć, pocałować, patrzeć jak się uśmiecha. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że w taki właśnie sposób chciałaby już zawsze spędzać święta. Z nim kupować choinę, z nim ją ubierać, z nim przyrządzać potrawy i kończyć ten dzień siedząc z nim na kanapie obejmowana przez jego silne ramiona, które zawsze były dla niej oparciem. Tę miłą cisze panująca między nimi przerwał Piotr.
- Dziękuję Ci za ten dzień.
- Polecam się na przyszłość.
- Jesteś pewna? Bo ja chętnie skorzystam.
- Jestem pewna. Mogłoby być tak już co roku.
- Będzie lepiej.
- Obiecujesz?
- Obiecuje. – odpowiedział pewnie całując ją delikatnie w szyję. – Mam coś dla Ciebie. Chciałem Ci to dać wcześniej, ale mówiłaś, że nie kupowałaś nic Sebastianowi, więc wolałem z tym poczekać.
- To dobrze, bo ja też coś dla Ciebie mam. Mogę pierwsza? – zapytała odwracając się do niego przodem z prosząca mina
- Ok. Bardzo proszę. Ja mogę poczekać. – poszła do sypialni i wyjęła z szuflady swój prezent dla niego.
- Przyznaje, że nie miałam pojęcia, co by Ci się przydało, a sam nie chciałeś mi pomóc, więc padło na to. Proszę. – podała mu mała paczuszkę, z której wyjął pudełko z eleganckim biurowym długopisem. – Pomyślałam, że przyda Ci się jak wrócisz już na stałe do pracy.
- Pewnie, że się przyda, ale jak już chciałaś coś kupić, to mogłaś kupić jakiś drobiazg, a ten długopis wcale nie kosztował mało.
- Nie ważne ile kosztował.
- Dziękuje. – pocałował ja w podziękowaniu – Ale wiesz, że jak będą go trzymał w ręce to nie będę mógł się skupić na pracy, tylko będę myślał o Tobie.
- I o to właśnie mi chodziło. – odparła z uśmiechem zarzucając mu ręce na szyję
- Kancelaria legnie przez to w gruzach.
- Wojtek jakoś to dalej pociągnie. – uśmiechnął się tylko i sięgając ręką za siebie podał jej swój prezent.
- Proszę. Tylko nie przyjmuję reklamacji. Musi Ci się spodobać, bo nie łatwo było mi to wybrać. Następnym razem idziesz ze mną, no chyba, że z jednym małym wyjątkiem.
- Dobra, już się tak nie usprawiedliwiaj. – otworzyła ładnie zapakowane pudełeczko, po którym już poznała, że w środku znajduje się biżuteria i już wkradł się na jej usta uśmiech, ale po otworzeniu pudełka i ujrzeniu bransoletki z białego złota zupełnie nie wiedziała, co ma powiedzieć. Wiedziała, że Piotr mimo tego co mówi, to ma dobry gust i zawsze trafiał z prezentami dla niej, ale tym razem przeszedł samego siebie.
- Może być?
- Ty mówiłeś coś przed chwilą o drobiazgu? Jest śliczna. Bardzo. – pocałowała go w policzek, a zaraz potem prosząc go o zapięcie bransoletki na nadgarstku
- Całe szczęście, że Ci się podoba, bo głupio byłoby ja zamieniać, po tym jak tak długo się zastanawiałem.
- Akurat Ci uwierzę.
- Naprawdę.
- Domyślam się, że jeśli chodzi o cenę to mój długopis przy tym to pikuś.
- Nie wiem, czy pikuś, czy nie, ale wiem, że Ci się należy. To i tak mało, w porównaniu do tego co Ci zafundowałem przez ostatnie miesiące. I wiem doskonale, że żaden prezent Ci tego nie zrekompensuje, ale chce żebyś wiedziała, że bardzo Cię kocham i że jesteś dla mnie najważniejsza. I, że nic, ani nikt tego nigdy nie zmieni. Gdybym wiedział, w jaki sposób mogę Cie za to wszystko przeprosić i podziękować, za to że dałaś mi szansę, zrobiłby to, ale nie wiem.
- Wystarczy, że będziesz. Każdego dnia, w każde święta. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się spędzić tą Wigilię w Warszawie. Wiem, że wolałbyś żebyśmy byli sami przez cały wieczór, ale nie mogłam zostawić Sebastiana.
- Ja to rozumiem. I pewnie zrobiłbym tak samo. Sebastian mi w niczym nie przeszkadza. A dzień się przecież jeszcze nie skończył. Zaśmiała się widząc jego figlarne spojrzenie na sobie – Myślę, że zakończymy ten dzień, bardzo przyjemnie. Hm? – zapytał z uśmiechem zbliżając się do jej twarzy z zamiarem pocałowania
- Też mi się tak wydaje. – odpowiedziała czując już po chwili jego czułe pocałunki na ustach i jedną rękę błądzącą po plecach a drugą przesuwającą się z jej uda do guzików od bluzki, którą miała na sobie. Ich pocałunki z każdą chwila przeradzały się z czułych w coraz bardziej namiętne, oczekując od siebie coraz więcej. Poczuł jak jej ręce zaczynają rozpinać guziki od jego koszuli. Uśmiechnął się lekko, przerywając na chwilę pocałunki.
- Poczekaj.
- Hm? – spojrzała na niego zdziwiona, nie wiedząc dlaczego przerwał tak miłą chwilę
- A jak Maniuś jest zazdrosny? Może dlatego mnie ostatnio nie lubi? A zdaje się, że przeniósł się przed chwilą do sypialni.
- Hehe. – rozbawił ją ton jego głosu i wyraz twarzy, gdy to mówił. Wiedziała, że sobie żartuje, dlatego nic sobie z jego słów nie zrobiła, tylko z uśmiechem wróciła do przerwanej prze niego czynności. – Koniecznie musimy go wygonić z łóżka. – pocałowała go namiętnie rozpinając już ostatnie guziki koszuli, po czym zdejmując ją z niego miała pociągnęła go za rękę, by wstał i udał się z nią do sypialni.
- Wygonić. Ok… ale Ty to zrobisz… - powiedział między pocałunkami podnosząc ja do góry i mocno trzymając zaprowadził do alkowy, z której po chwili wybiegł wygoniony przez obojga kot, by oni spokojnie mogli zakończyć jeden z najważniejszych dni w roku w najpiękniejszy dla zakochanych osób sposób.
Obudziła się dość wcześnie, bo już po siódmej, a biorąc pod uwagę wczorajszy dzień i noc wydawać by się mogło, że pośpi znacznie dłużej, ale jak tu spać, skoro czekała ich wizyta u jej rodziców. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać, po spotkaniu Piotra z jej ojcem. Niby matka mówiła jej, że nią ma się czym przejmować, ale ona czuła jakiś wewnętrzny niepokój z tym związany. Od chwili w której się obudziła nie potrafiła myśleć o niczym innym, o niczym bardziej przyjemnym. Dopiero kiedy poczuła na sobie objęcie Piotra i to jak się do nie przysuwa mrucząc coś pod nosem, uśmiechnęła się do siebie. W dzisiejszą noc uwierzyła, że do szczęścia wystarczy jej tylko Piotr. To, by był przy niej każdego dnia, by zawsze mogła na niego liczyć, by codziennie na nią patrzył tym samym ciepłym spojrzeniem, co wczorajszego dnia i tej nocy. By oboje byli pewni




swoich uczuć i by patrząc w swoje oczy potrafili wszystko z nich wyczytać. Prawdą było to co powiedział jej Sebastian, że wszystko się zmieniło odkąd pojawił się w jej życiu Piotr. Jeszcze dwa lata temu nie podejrzewała, że będzie potrafiła się tak zakochać, że znajdzie się przy niej mężczyzna, który będzie jej tak bliski. I tak właśnie było z Piotrem. Ponownie od czasu swojego wyjazdu stał się dla niej osobą najważniejszą w życiu. Najbliższą jej sercu, bez której życia już sobie nie wyobrażała. I mimo tego, że bardzo ją skrzywdził, że przepłakała przez niego nie jedną noc, to nie żałowała tego, bo właśnie to tak bardzo utwierdziło ją w przekonaniu o tym jak bardzo go kocha. A przecież w miłości nie ma nic ważniejszego od tego. Prawda? Pogłaskała Piotra delikatnie po policzku, tak by go nie zbudzić. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się ku gurze pod wpływem jej dotyku, co sprawiło, że i ona jeszcze bardziej się uśmiechnęła widząc jak bardziej przytula się do poduszki nie mając zamiaru się obudzić. Na patrzeniu na niego zleciało jej prawie pół godziny i mogłaby robić to znacznie dłużej gdyby nie to, że jej wlepiony w jego twarz wzrok zaczął wybudzać Korzeckiego.
- Uwielbiam to.
- Co? – zapytała z uśmiechem nie wiedząc, o co mu chodzi
- Budzić się przy Tobie. – słysząc to przez chwilę zastanawiała się, czy nie zaproponować mu wspólnego mieszkania, ale po chwili myśli te odeszły gdzieś dalej, a ona przytuliła się do niego przymykając na chwilę jeszcze oczy. – Będziemy jeszcze spać?
- Nie tak tylko chwilę, chciałam się przytulic do Ciebie. Na zapas. – zaniepokoiły go trochę jej słowa, dlatego postanowił pociągnąćtrochę ten temat
- Kochanie, wszystko  w porządku?
- Mhm.
- To o co chodzi?
- O nic. Nie chce mi się wstawać, po takiej nocy. Dziwi Cię to?
- A chyba, że tak. Rozumiem, że to był komplement w moją stronę?
- Zdecydowanie tak.
- W takim razie może to powtórzymy?
- Chętnie, ale nie teraz.
- Chyba powinniśmy się pomału zbierać, hm?
- Tak, ale mi się nie chce.
- Madzia, a Ty chcesz zostać u rodziców do jutra?
- No właśnie nie wiem. A Ty?
- To zależy od Ciebie i od Twoich rodziców.
- Zobaczymy jaka będzie atmosfera.
- Dobra, koniec tego dobrego moja pani. Wstawaj i idź się szykuj, a ja w tym czasie zajmę się jakimś śniadaniem.
- Musimy podrzucić jeszcze Mańka do Sebastiana.
- No dobrze to po drodze jak będziemy jechać. – podniósł się do pozycji siedzącej i zakładając na siebie bokserki zerknął jeszcze na leżącą pod pościelą Magdę – Wstawaj. Chyba, że chcesz żebym Ci pomógł? – zapytał z uśmiechem łapiąc za kawałek kołdry
- Nie zrobisz tego.
- Nie? – zaśmiał się ciągnąc trochę mocniej przykrycie
- Piotr! Przestań, ja nie mam nic na sobie. – wystraszyła się jednak mimo tego uśmiech nie schodził jej z twarzy. Wiedziała, że Piotr żartuje, jednak wiedziała też, że jego żarty i wygłupy nie maja granic - Piotruś, za chwilę wstanę. Proszę Cię.– siłowała się z nim trzymając mocno kołdrę by jej z niej nie ściągnął. Dobrze wiedziała, że jeśli Piotr użyje trochę więcej siły ściągnie ją z niej, a tego wolała uniknąć.
- Hehe. Wstawaj, bo za chwilę tu wrócę i wtedy żadne prośby nie pomogą. – zostawił ją w spokoju zamykając się na chwilę w łazience, a następnie w kuchni szykując lekkie świąteczne śniadanie. Udało im się wyjść z domu tak jak toplanowała Magda, czyli koło dziesiątej. Jednak czekała ich jeszcze przeprawa przez miasto do mieszkania Sebastiana, gdzie mieli zostawić Mańka. Wychodząc z klatki natknęli się na wchodzącą do środka panią Celinę. Piotr otwierając drzwi przepuścił sąsiadkę Magdy przodem, by swobodnie mogła wejść, witając się z nią uśmiechem.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry panu. Dzień dobry pani Magdo.
- Dzień dobry.
- Pani Magdo, a słyszała pani… - nie dane było dokończyć pani Celinie, ponieważ Magda przeczuwając, że zanosi się na dłuższy wywód sąsiadki, weszła jej w zdanie
- Przepraszam pani Celino, ale my bardzo się spieszymy. – nie czekała nawet na reakcje sąsiadki, tylko ciągnąc Piotra za rękę skierowała się szybko w stronę samochodu. – Prowadzisz?
- A mogę?
- Jeśli dasz radę z tą ręką.
- Nie takie rzeczy się robiło.
- Hehe. No coś wiem, na ten temat. – roześmiali się głośno dobrze wiedząc o czym jest mowa.
- To, co do Sebastiana?
- Tak. – odpowiedziała krótko rozsiadając się na miejscu dla pasażera
- Dlaczego, byłaś taka nie miła, dla pani Celiny.
- Nie byłam nie miła, tylko zapobiegawcza.
- Tak to się teraz nazywa?
- Wolałbyś stać tam przez pół godziny i słuchać jej wywodu? Wystarczy, że zobaczyła nas razem, dzięki temu będzie miała kolejną sensację do rozpowszechniania. Będzie gadała po całej Wiejskiej, że wrócił ten od motoru.
- Proszę?
- Oj, nie ważne. Jedź już.
- Będziemy tematem plotek?
- Nie będziemy. Już jesteśmy, a konkretnie to ja jestem.
- Ma o czym gadać.
- To miało mnie pocieszyć?
- Nie.
- Pamiętasz, że mieliśmy jeszcze podjechać do sklepu po wino?
- Tak, pamiętam, ale myślałem że kupimy w Olsztynie?
- No w zasadzie możemy
- Madzia, a może powinienem jeszcze kupić, coś dla Twojej mamy. Kwiaty?
- Piotruś – uśmiechnęła się w jego stronę widząc, że zaczyna się denerwować przed spotkaniem z jej rodzicami. Chociaż może nie tyle z rodzicami, co z ojcem.
- Pytam poważnie.
- Nie wiem, ale przecież dałeś już mojej mamie kwiaty, więc myślę, że teraz nie będzie to potrzebne.
- Sam nie wiem, ale nie wypada tak z niczym.
- Chłopaku, uspokój się. Jeszcze nie wyjechaliśmy z Warszawy, a Ty już się denerwujesz.
- Dziwisz się. Twój ojciec potrafi być bardzo stanowczy.
- Tak samo jak Twój ojciec i tak samo jak Ty, więc w czym problem?
- W Tym, że to Twój ojciec i muszę być miły. Pójdziesz sama, czy mam iść z Tobą? – zapytał zatrzymując samochód przed kamienicą na Inżynierskiej
- Pojdę sama. Sebastian pewnie jeszcze śpi.
- Ok. Tylko nie siedź długo.
- Tylko chwilkę – uśmiechnęła się do niego, znając siebie wiedziała, że ta chwilka może się trochę przeciągnąć, chyba że Sebastian rzeczywiście będzie jeszcze spał, to wtedy wręczy mu tylko klatkę z kotem i pożegna się z nim, bo zwykle o tej godzinie Sebastian nie należy do zbyt rozmownych osób. Obejrzał się tylko za jej uśmiechniętą twarzą kiwając głową z lekkim uśmiechem zastanawiając się, jak długo będzie musiał na nią czekać. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, bo braciszek otworzył jej drzwi na wpół przytomny, więc oczywiste dla niej było, że nie ma sensu wdawać się z nim w jakiekolwiek dłuższe rozmowy. Dała mu tylko buziaka w policzek i prosząc o opiekę nad kotem wracając po chwili do samochodu, gdzie czekał na nią Piotr. Zdziwiony Korzecki nie miał już teraz żadnego wyboru, jak tylko spokojnie ruszyć i bezpiecznie dojechać do Olsztyna. Przez jakąś godzinę drogi czas upływał im na różnego rodzaju rozmowach, głównie na żartach, rozładowując w ten sposób swoje zdenerwowanie, ale od kilku minut w samochodzie zapanowała absolutna cisza, którą zakłócała muzyka wydobywająca się z radia. Pozwolił sobie na chwilę oderwać wzrok od drogi i spojrzał na Magdę. Od momentu, w którym zapanowała między nimi cisza wiedział, że zasypia, a teraz był już tego pewien. Uśmiechną się do siebie widząc jej spokojna twarz. Wcale nie dziwił jej się, że zasnęła. Nie spała tej nocy zbyt długo, zresztą on sam też chętnie przymknął by na chwilę oczy. Odwrócił z powrotem wzrok na drogę i instynktownie chwycił swoją ręka jej dłoń. Była chłodna, więc podkręcił o kilka stopni ogrzewanie, po czym skupił całą swoją uwagę na drodze. Pogoda nie sprzyjała tego dnia do podróży. Spory ruch i padający dość mocno śnieg nie pozwalał Piotrowi na chociażby chwilowe przyspieszenie tempa, dlatego wolał nie ryzykować. Po prawie czterech godzinach jazdy minęli tabliczkę z napisem OLSZTYN.
- Madzia. – dotknął delikatnie jej dłoni tak by ją obudzić, uważając jednak na to aby się nie wystraszyła – Skarbie, obudź się. Madzia. – na nic zdało się dotykanie jej dłoni, więc pogłaskał ją po policzku, co przyniosło zdecydowanie lepszy efekt, bo dziewczyna pomału otworzyła oczy
- Już? – zapytała nie do końca jeszcze rozbudzona patrząc na widok za oknem
- Już? Jechaliśmy prawie cztery godziny.
- Przespałam całą drogę?
- No prawie całą. Wyspałaś się chociaż?
- Mhm.
- Powiedz mi gdzie mam jechać do sklepu. Gdzie tu jest jakiś market, czy coś takiego. Gdzieś muszę kupić to wino.
- O ile sklep będzie otwarty.
- A co z tymi kwiatami?
- Możesz kupić, tylko nie przesadź, bo jeszcze rodzice pomyślą sobie, że chcesz się oświadczyć.
- Ok.
Zajechali najpierw do sklepu, a następnie do kwiaciarni. Pod blok, w którym mieszkali rodzice Magdy dotarli kilka minut po 14. Drzwi otworzyła im Teresa. Piotr niepewnie przekroczył próg mieszkania Miłowiczów, witając się najpierw z Teresą, wręczając jej skromny, ale ładny bukiet kwiatów, następnie spojrzał w stronę Jerzego i czekał na jakikolwiek gest z jego strony. Mężczyzna przywitał się najpierw z córka a następnie z Piotrem przez wyciągnięcie w jego stronę ręki.
- Siadajcie proszę. Zrobię Wam coś do picia i do jedzenia, bo pewnie jesteście głodni.
- Nie, mamo nie trzeba.
- Tobie może nie trzeba, ale Piotr na pewno jest głodny.
- Dziękuje, ale naprawdę nie trzeba. Niech sobie pani nie robi kłopotu. – podziękował mimo, że był już trochę głodny i chętnie coś by zjadł, ale skoro Magda powiedziała, że nie trzeba, to jemu nie wypadało przecież powiedzieć, że chętnie coś przekąsi,tym bardziej, że obok siedział Jerzy i bacznie mu się przyglądał.
- Widzisz mamo, nie trzeba. Zjemy później.
- Później też zjecie. Już odgrzewam i nie chce słyszeć, że nie trzeba.
- Jak droga? Nie mieliście problemu? – odezwał się w końcu Jerzy, patrząc raz na Magdę, raz na Piotra
- Nie, nie było tak źle. – odpowiedział skromnie, nie chcąc się w żaden sposób narazić
- Ruch pewnie spory?
- Jak to w święta, tato. – wtrąciła się Magda, widząc, że atmosfera nie sprzyja swobodnej rozmowie między panami. – Piotr uparł się, żeby kupić wino, więc tak szybo mamo to dzisiaj spać się nie położysz. – zażartowała w stronę matki chcąc nawiązać jakąś bardziej rozwiniętą konwersację
- I bardzo dobrze, że się uparł. Posiedzimy sobie trochę, bo mam nadzieję, że zostaniecie co najmniej do jutra? - Magda spojrzała pytająco na Piotra, nie wiedząc co opowiedzieć matce.
- Zobaczymy.
Z każdą minutą rozmową się trochę bardziej rozkręcała, jednak ciągle bardzo widoczna była bariera między Jerzym, a Piotrem. Niby rozmawiali ze sobą, ale nie była to normalna swobodna rozmowa, jak kiedyś. Przecież się znali, rozmawiali ze sobą nie raz i wiedzieli jakie tematy najlepiej poruszyć, aby rozmowa się jakoś toczyła. Jednak tym razem było inaczej. Rozmowa między nimi polegała na zwykłej wymianie informacji. Zwykle to Jerzy o coś pytał, a Piotr grzecznie odpowiadał. Ale lepsze to niż gdyby w ogóle mieli się do siebie nie odzywać. Przy kawie i cieście siedzieli tak przez dobre trzy godziny, do momentu aż Teresa stwierdziła, że przyszykuje coś bardziej pożywnego do jedzenia. Otwierając lodówkę zauważyła, że brakuje jej kilku produktów do zrobienia szybkiej sałatki.
- Wiecie co ale chyba trzeba będzie pójść do sklepu. O ile jakiś w ogóle będzie otwarty.
- Ten nowy niedaleko jest otwarty, bo byliśmy z Piotrem. Możemy się przejść, jeśli czegoś potrzebujesz, prawda? – spojrzała w stronę siedzącego przy stole Piotra. Chciała go chociaż na chwilę wyciągnąć z domu aby przestał się choć na chwilę denerwować, dlatego pomysł z pójściem do sklepu wydawał jej się do tego świetnym pretekstem
- Tak, pewnie, że możemy.
- To mamo powiedz, co mamy Ci kupić? – wstała ze swojego miejsca, a zaraz za nią Piotr.
- Magda zostań. – na głos Jerzego zapanowała dziwna cisza. – Ja się z Panem przejdę. – powiedział zakładając już na siebie płaszcz. Magda jedynie spojrzała na Piotra. Oboje wiedzieli, że rozmowy z Mimłowiczem, Piotr i tak nie uniknie, ale nie wiedzieli tak naprawdę czego mają się po niej spodziewać. Przez cały ten czas, od kiedy przekroczyli próg tego mieszkania Jerzy ani razu nie zwrócił się do Piotra po imieniu, a to raczej nie sprzyjało przyjaznej atmosferze. Chciała wyciągnąć go na spacer, żeby złapał trochę dystansu do tej wizyty, a zanosiło się na coś zupełnie odmiennego. Ale nic nie mogła na to poradzić. Obdarowała Piotra czułym spojrzeniem, chcąc dodać mu w ten sposób otuchy, ale wiedziała, że to pewnie i tak niewiele pomoże, bo Piotr od samego rana bardzo przeżywał i obawiał się tej rozmowy z jej ojcem. Teresa wręczając mężowi niewielkich rozmiarów kartkę z produktami, które miał kupić, szepnęła mu kilka słów, ale ani Piotr, który czekał już na klatce schodowej, ani Magda nie słyszeli jej słów. Magda mogła się jedynie domyślać, co takiego ojciec usłyszał przed wyjściem, ale mimo tego zdenerwowanie Piotra zaczęło jej się udzielać. Teresa zamknęła drzwi za panami i wróciła do kuchni, gdzie została Magda.
- Nie martw się nic mu nie będzie.
- Jesteś pewna? Te zakupy były mi bardzo na rękę. Chciałam wyciągnąć Piotra chociaż na chwilę, na spacer. Mamo on od samego rana bardzo się denerwował.
- I wcale mu się nie dziwie. Ale przecież sam chciał porozmawiać z ojcem.
- Chciał, ale czekał na odpowiedni moment.
- No to ojciec go uprzedził. Przejdą się, porozmawiają, a potem wrócą i będą normalnie ze sobą rozmawiać, a nie półsłówkami tak jak teraz.
- A jeśli nie?
- Powiedz lepiej jak dałaś sobie rade z Wigilią?
- Może Cię to zaskoczy, ale dobrze. Obyło się bez problemów.
- W takim razie, co się stało Piotrowi w rękę? – zapytała Teresa do tej pory myśląc, że zabandażowana ręka Piotra jest jednym z efektów ich wspólnego przygotowywania Wigilii
- W rękę? Delikatnie mówiąc, kot go podrapał.
- Twój kot?
- A jak myślisz? Ostatnio chyba nie toleruje jego obecności i wczoraj wyraźnie nam to oświadczył.
- Ojciec to rozumiem, Agata rozumiem, ale żeby kot.
- Mamo to nie jest zabawne. Gdybyś zobaczyła tą rękę, to byś tak nie mówiła.
- Ale tak za nic go podrapał. Może za mocno go pogłaskał, albo wystraszył? Maniuś nigdy nie był agresywny.
- Nawet nie zdążył go pogłaskać. Piotr mówi, że to drobiazg.
- A Ty oczywiście uważasz inaczej?
- Na pewno nie zaszkodziłoby gdyby zobaczył to lekarz, ale spróbuj do tego namówić Piotra, a wręczą Ci medal za zasługi.
- Hehe. Nie przesadzaj.
- Mhm. Zawsze przesadzam… Sebastian kazał was pozdrowić.
- Co u niego? Nic się nie zmieniło z rodzicami?
- Nie, jak zwykle to samo. U niego, to chyba się nigdy nie zmieni. Chyba, że w końcu zrozumieją. Co wątpię, skoro przez tyle lat tego nie zrobili.
- Kiedyś zrozumieją, a jeśli nawet nie zrozumieją, to się z tym pogodzą.
- Tak myślisz?
- Madzia, przecież to jest ich jedyne dziecko. Ukochany synuś mamusi. Myślisz, że jej go nie brakuje.
- Co z tego, że może jej go brakuje, skoro nie utrzymuje z nim kontaktu. Nie potrafią zrozumieć, jego postępowania, zastanawiam się tylko, dlaczego. Zupełnie jak u Piotra. Mają podobną sytuację z ta tylko różnicą, że Piotr może porozmawiać z mamą.
- To jest duża różnica.
- No niby tak, ale tak samo męczy go brak kontaktu z ojcem, jak Sebastiana.
- Tylko, że Piotr miał nie jedną okazje, żeby to zmienić, a Sebastian nie.
- Ale mimo tego też ma z tym problem.
- Magda, ja nie wiem dokładnie dlaczego Piotr nie utrzymuje kontaktu z ojcem, ale z tego co mi mówiłaś, to domyślam się, że problem nie leży tylko w jego ojcu. Myślę, że w Piotra sytuacji, wina leż po obu stronach.
- No tak, ale Piotr próbował jakoś porozmawiać z ojcem, ale on mu nigdy na to nie pozwolił. Zawsze tak sprowadzi rozmowę, że w końcu Piotr nie wytrzymuje i też powie kilka słów za dużo. Nawet jeśli tego nie chce i tak się z nim kłóci.
- A Sebastian nawet na to nie ma okazji. I U niego znacznie trudniej będzie to zmienić. Jeśli Piotr któregoś dnia nie da się ojcu sprowokować, to być może dojdzie z nim do porozumienia. A dobrze wiesz, że Sebastian orientacji nie zmieni, więc raczej nie ma co liczyć na rozmowę z ojcem. Chyba, że jego matka nie wytrzyma i jakoś to wszystko rozwiąże. Wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak było.
- Ciekawe kiedy. Chyba w innym życiu.
- Oj Madzia, Madzia. Zajmij Ty się może lepiej Piotrem, bo zdaje się, że on jeszcze nie do końca odnalazł się po tym powrocie.
- Co masz na myśli? Z Piotrem wszystko jest w porządku. Pomału wraca do pracy, między nami też wszystko dobrze. O co, Ci chodzi?
- Mnie? O nic. Skoro mówisz, że wszystko dobrze, to dobrze. Ale kwiaty śliczne. Jak zawsze zresztą. – powiedziała wynosząc wazon z kwiatami od Korzeckiego z kuchni do salonu
- Chciał Cię w ten sposób przekupić, i chyba mu się udało.
- Możesz mu powiedzieć, że nie musi mnie przekupywać. Niech się lepiej skupi na ojcu, bo samo wino tu nie wystarczy.
- Tego się właśnie oboje obawiamy. – zamyśliła się na chwilę wybiegając myślami do rozmowy Piotra z jej ojcem. Zastanawiała się, czy ojciec od razu przeszedł do ataku i teraz spokojnie już ze sobą rozmają, czy może ojciec dał sobie czas i wolał zacząć od jakiegoś neutralnego tematu, a co najważniejsze zastanawiała się jak na tę rozmowę zareaguje Piotr. Z lekką obawą wróciła do rozmowy z matką zostawiając już w spokoju Piotra, Jerzego, Sebastiana, a zaczęły nowy temat jakim byli Waligórowie, a następnie Agata z Rafałem.
Jerzy z Piotrem już od dobrych kilkunastu już minut kierowali się niby w stronę sklepu, jednak jak zauważył Piotr trochę okrętną drogą. Przeczuwał, że Miłowicz aż rwie się do tego, żeby z nim poważnie porozmawiać, ale chyba nie do końca wiedział jak to zrobić. W trakcie drogi zamienili ze sobą kilka zdań, jednak żadne z nich nie naprowadzało chociażby w minimalny sposób na ten konkretny temat, który męczył ich obu. Od kilku minut panowała między nimi cisza. Jerzy zastanawiał się jak zacząć, żeby nie pokierować tej rozmowy w zły sposób, natomiast Piotr szykował w myślach argumenty na wszelki wypadek gdyby ich potrzebował. Zastanawiał się, czy to aby nie on powinien zacząć rozmowę, ale dokładnie tak samo jak Jerzy nie wiedział jak to zrobić.
- Zaskoczył mnie Pan. – zaczął w końcu Jerzy sprowadzając rozmowę na odpowiednie tory.
- Nie rozumiem?
- Ja nie chciałbym czegokolwiek udawać i mówić, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest. Pan jest inteligentnym facetem i na ukrywam, że na taka tez rozmowę liczę.
- Między innymi po to tu przyjechałem, chociaż nie jestem pewien czy dobrze zrobiłem.
- I słusznie. Pewność siebie czasami potrafi człowieka zgubić. Ja chcę żeby wszystko była jasne. Nie mam nic przeciwko Panu, ani temu żebyście byli z Magdą razem, ale to nie zmienia faktu, że się obawiam.
- Ale ja nie liczyłem na to, że ktokolwiek po moim powrocie rzuci mi się na szyję z radości.
- Ja i myślę, że nie tylko ja cieszę się z pana powrotu, z tego, że zwalczył pan chorobę, ale nie może pan wymagać, ode mnie że nie zareaguję w żaden sposób na to jak pan postąpił z moją córką. Magda pana kocha.
- Może mi pan nie wierzyć, ale ja ją również. I odkąd ją poznałem nigdy nie było inaczej. A wyjeżdżając w taki a nie inny sposób wydawało mi się, że robie słusznie. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Nie chciałem żeby była sama.
- Nie byłaby sama i pan również.
- Żałuję, że jej nie powiedziałem, ale czasu nie cofnę.
- Żałuje pan, bo teraz już wie jak trudno ją było ją odzyskać. – stwierdził Miłowicz, patrząc Piotrowi prosto w oczy
- Nie. Żałuje bo teraz wiem, co się z nią działo przez ten cały czas.
- Musiałby pan tu być i widzieć.
- Rozmawiałem z Magdą i wiem, że nie było jej łatwo. I wiedziałem o tym będąc jeszcze w Los Angeles, ale wtedy myślałem że gdyby była tam ze mną czułaby się jeszcze gorzej. Niech mi pan uwierzy. Moja choroba, to nie była grypa, która mija po kilku dniach wyleżenia w łóżku.
- Domyślam się. I wierzę w to, że panu również nie było łatwo. Ale miał pan to na swoje życzenie. To była pana decyzja.
- Właśnie i wiem, że będę z nią płacił do końca życia, bo ani Magda, ani państwo, ani moi przyjaciele i przyjaciele Magdy, nikt o tym nie zapomni. A ja nie jestem w stanie nic na to poradzić. Wiadomość o chorobie spadła na mnie nagle. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego mnie spotka. Nie miałem czasu na to, żeby wszystko spokojnie przemyśleć. Być może gdybym miał taką możliwość, postąpiłbym zupełnie inaczej.
- I to pana trochę usprawiedliwia. Jest pan młody, a w tym wieku nie myśli się o złych rzeczach, które mogą nam się przytrafić. Rozumiem, że być może się pan przestraszył i nie ma w tym nic wstydliwego. Sam pewnie bym się bał, ale co by było gdyby Magda była wtedy w ciąży?
- Ale nie była.
- Ale z tego co wiem, chcieliście żeby była. Zostawiłby ja pan w ciąży, bez słowa wyjaśnienia?
- Na szczęście tak się nie stało.
- Właśnie. Cieszę się, że się w tej kwestii zgadzamy. Nie chciałbym pana urazić tym co powiem, ale… Magda na szczęście nie była w ciąży, bo sposób w jaki pan wyjechał nie był czynem godnym dojrzałego mężczyzny, który chce założyć rodzinę. – Piotr słysząc te słowa nie wiedział co ma odpowiedzieć. W zasadzie zgadzał się z Miłowiczem, ale po co zastanawiać się co by było gdyby. Magda nie była w ciąży, ale pewnie gdyby była to zachowałby się inaczej. Tak mu się przynajmniej teraz wydawało.
- Ma pan prawo tak uważać. Wie pan, ja nigdy nie bujałem w obłokach, bo życie mi na to nie pozwoliło, dlatego wracając do Warszawy wolałem na nic się nie nastawiać. Liczyłem tylko na to, że Magda pozwoli sobie to wszystko wytłumaczyć. Może miałem jakiś cień nadziei na to, że mi wybaczy, ale wiedziałem że nie nastąpi to od razu. Długo czekałem i czekałbym jeszcze dłużej, ale w końcu dała się przeprosić i uwierzyła w to, że nie zrobiłem tego przeciwko niej, a dla niej. Po raz kolejny przekonałem się o tym, że w życiu nie można mieć wszystkiego i że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Być może jestem egoistą, ale to tylko dlatego, że o wszystko w życiu muszą wałczyć sam. Walczyłem o Magdę na samym początku naszej znajomości, walczyłem teraz i zapewniam pana, że wbrew temu, co pan myśli i powie, będę o nią walczył jeszcze tyle razu ile będzie trzeba.
- I za to Cię szanuję, bo zdaje się, że wiesz, co jest w życiu najważniejsze.
- Wiem, że bardzo Magdę skrzywdziłem. Być może niewiele to znaczy, ale przeprosiłem ją za to, przeprosiłem też jej przyjaciół, pana zonę, a teraz przepraszam pana, ale myślę, że to tak naprawdę niewiele zmieni, bo każdy ma na temat mojego wyjazdu swój własny pogląd, na który ja wpływu nie mam.
- To dobrze, że przepraszasz i ja bardzo to doceniam, bo to oznacza, że zdajesz sobie sprawę z tego, że popełniłeś błąd. Pytanie tylko ile jeszcze razy go popełnisz.
- Co chce pan przez to powiedzieć?
- Posłuchaj, ja wierzę w to, że kochasz Magdę i cieszę się z tego, bo ona jest z Tobą szczęśliwa, ale każdy popełnia w życiu błędy. Wierzę też w to, że Twoja była żona jest dla ciebie zamkniętym rozdziałem, ale to zawsze będzie Twoja była żona i choćbyś niewiadomo jak bardzo się starał z pamięci jej nie wyrzucisz.
- Nic mnie już z moją byłą żona nie łączy. Jeśli to pana martwi to może być pan spokojny, że nie utrzymuje z nią kontaktu.
- Ale ona była w Twoim życiu i odegrała niemała rolę. Sam wiesz, że ja też miałem kogoś podczas pobytu w Stanach i wiem, że nawet jeśli jej już nie kochasz, to tutaj w sercu i pamięci zawsze będzie. Chociażby na dnie, ale będzie i tego nie zmienisz. A jeśli chcesz stworzyć stały związek z moją córką, to musisz na to uważać. I nie mowie tego, żeby Cię straszyć. Zarówno mnie jak i mojej żonie zależy na tym żebyście byli z Magdą szczęśliwi, dlatego wybacz, ale ja tak od razu nie potrafię Ci zaufać.
- W takim razie, co musiałbym zrobić, żeby się to zmieniło?
- Dla mnie? Dla mnie nic. Chcesz żyć z moją córką, a nie ze mną. To ona ma być przy Tobie szczęśliwa, nie ja. Dobrze zacząłeś, więc nie powinno chyba być tak źle. Wróciłeś. Dobrze. Chcesz być z Magdą. Bardzo proszę.– przystanął na chwilę w miejscu i zaskakując Piotra wyciągnął w jego stronę rękę – Ale sam powiedziałeś, że nie można mieć wszystkiego od razu.  – Piotr zatrzymał się naprzeciw niego i ściskając jego dłoń z lekką ulgą uśmiechnął się nikle
- Dziękuje.
- To ja Ci dziękuję. Za to, że wróciłeś i że ją kochasz. A teraz chodźmy już do tego sklepu, bo w domu pomyślą, że nie wiadomo, co z Toba robie, że tak długo nie wracamy. - Piotrowi po tej rozmowie kamień spadł z serca. I choć nie była to łatwa rozmowa i nie do końca zakończyła się happy endem, to wiedział, że jest na najlepszej drodze do porozumienia z ojcem Magdy. Być może trochę to potrwa zanim wszystko będzie tak jakby z Magdą tego chcieli, ale mimo wszystko cieszył się, że przynajmniej będzie mógł ze spokojem i czystym sumieniem usiąść teraz z Miłowiczem przy jednym stole i być może porozmawiać trochę swobodniej niż było to jeszcze kilkanaście minut temu w ich mieszkaniu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz