Zaraz po pasterce spokojnym krokiem trzymając się
mocno za ręce wrócili do domu, gdzie wreszcie mieli chwilę tylko dla siebie. Rozłożyli
się wygodnie na kanapie w salonie. Magda siedząc w objęciach Piotra, opierając
się o jego klatkę piersiową utkwiła wzrokiem w ustrojonej razem z nim choince.
Już dawno nie czuła w sobie takiego spokoju. Był z nią przez cały dzień. W
każdej chwili mogła go dotknąć, pocałować, patrzeć jak się uśmiecha. Dopiero
teraz zdała sobie sprawę z tego, że w taki właśnie sposób chciałaby już zawsze spędzać
święta. Z nim kupować choinę, z nim ją ubierać, z nim przyrządzać potrawy i
kończyć ten dzień siedząc z nim na kanapie obejmowana przez jego silne ramiona,
które zawsze były dla niej oparciem. Tę miłą cisze panująca między nimi
przerwał Piotr.
- Dziękuję Ci za ten dzień.
- Polecam się na przyszłość.
- Jesteś pewna? Bo ja chętnie skorzystam.
- Jestem pewna. Mogłoby być tak już co roku.
- Będzie lepiej.
- Obiecujesz?
- Obiecuje. – odpowiedział pewnie całując ją
delikatnie w szyję. – Mam coś dla Ciebie. Chciałem Ci to dać wcześniej, ale
mówiłaś, że nie kupowałaś nic Sebastianowi, więc wolałem z tym poczekać.
- To dobrze, bo ja też coś dla Ciebie mam. Mogę
pierwsza? – zapytała odwracając się do niego przodem z prosząca mina
- Ok. Bardzo proszę. Ja mogę poczekać. – poszła do
sypialni i wyjęła z szuflady swój prezent dla niego.
- Przyznaje, że nie miałam pojęcia, co by Ci się
przydało, a sam nie chciałeś mi pomóc, więc padło na to. Proszę. – podała mu
mała paczuszkę, z której wyjął pudełko z eleganckim biurowym długopisem. –
Pomyślałam, że przyda Ci się jak wrócisz już na stałe do pracy.
- Pewnie, że się przyda, ale jak już chciałaś coś
kupić, to mogłaś kupić jakiś drobiazg, a ten długopis wcale nie kosztował mało.
- Nie ważne ile kosztował.
- Dziękuje. – pocałował ja w podziękowaniu – Ale
wiesz, że jak będą go trzymał w ręce to nie będę mógł się skupić na pracy,
tylko będę myślał o Tobie.
- I o to właśnie mi chodziło. – odparła z uśmiechem
zarzucając mu ręce na szyję
- Kancelaria legnie przez to w gruzach.
- Wojtek jakoś to dalej pociągnie. – uśmiechnął się
tylko i sięgając ręką za siebie podał jej swój prezent.
- Proszę. Tylko nie przyjmuję reklamacji. Musi Ci
się spodobać, bo nie łatwo było mi to wybrać. Następnym razem idziesz ze mną,
no chyba, że z jednym małym wyjątkiem.
- Dobra, już się tak nie usprawiedliwiaj. –
otworzyła ładnie zapakowane pudełeczko, po którym już poznała, że w środku
znajduje się biżuteria i już wkradł się na jej usta uśmiech, ale po otworzeniu
pudełka i ujrzeniu bransoletki z białego złota zupełnie nie wiedziała, co ma
powiedzieć. Wiedziała, że Piotr mimo tego co mówi, to ma dobry gust i zawsze
trafiał z prezentami dla niej, ale tym razem przeszedł samego siebie.
- Może być?
- Ty mówiłeś coś przed chwilą o drobiazgu? Jest śliczna.
Bardzo. – pocałowała go w policzek, a zaraz potem prosząc go o zapięcie
bransoletki na nadgarstku
- Całe szczęście, że Ci się podoba, bo głupio byłoby
ja zamieniać, po tym jak tak długo się zastanawiałem.
- Akurat Ci uwierzę.
- Naprawdę.
- Domyślam się, że jeśli chodzi o cenę to mój
długopis przy tym to pikuś.
- Nie wiem, czy pikuś, czy nie, ale wiem, że Ci się
należy. To i tak mało, w porównaniu do tego co Ci zafundowałem przez ostatnie
miesiące. I wiem doskonale, że żaden prezent Ci tego nie zrekompensuje, ale
chce żebyś wiedziała, że bardzo Cię kocham i że jesteś dla mnie najważniejsza.
I, że nic, ani nikt tego nigdy nie zmieni. Gdybym wiedział, w jaki sposób mogę
Cie za to wszystko przeprosić i podziękować, za to że dałaś mi szansę, zrobiłby
to, ale nie wiem.
- Wystarczy, że będziesz. Każdego dnia, w każde
święta. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się spędzić tą Wigilię w
Warszawie. Wiem, że wolałbyś żebyśmy byli sami przez cały wieczór, ale nie
mogłam zostawić Sebastiana.
- Ja to rozumiem. I pewnie zrobiłbym tak samo.
Sebastian mi w niczym nie przeszkadza. A dzień się przecież jeszcze nie
skończył. Zaśmiała się widząc jego figlarne spojrzenie na sobie – Myślę, że
zakończymy ten dzień, bardzo przyjemnie. Hm? – zapytał z uśmiechem zbliżając się
do jej twarzy z zamiarem pocałowania
- Też mi się tak wydaje. – odpowiedziała czując już
po chwili jego czułe pocałunki na ustach i jedną rękę błądzącą po plecach a
drugą przesuwającą się z jej uda do guzików od bluzki, którą miała na sobie. Ich
pocałunki z każdą chwila przeradzały się z czułych w coraz bardziej namiętne,
oczekując od siebie coraz więcej. Poczuł jak jej ręce zaczynają rozpinać guziki
od jego koszuli. Uśmiechnął się lekko, przerywając na chwilę pocałunki.
- Poczekaj.
- Hm? – spojrzała na niego zdziwiona, nie wiedząc
dlaczego przerwał tak miłą chwilę
- A jak Maniuś jest zazdrosny? Może dlatego mnie
ostatnio nie lubi? A zdaje się, że przeniósł się przed chwilą do sypialni.
- Hehe. – rozbawił ją ton jego głosu i wyraz twarzy,
gdy to mówił. Wiedziała, że sobie żartuje, dlatego nic sobie z jego słów nie
zrobiła, tylko z uśmiechem wróciła do przerwanej prze niego czynności. –
Koniecznie musimy go wygonić z łóżka. – pocałowała go namiętnie rozpinając już
ostatnie guziki koszuli, po czym zdejmując ją z niego miała pociągnęła go za
rękę, by wstał i udał się z nią do sypialni.
- Wygonić. Ok… ale Ty to zrobisz… - powiedział
między pocałunkami podnosząc ja do góry i mocno trzymając zaprowadził do
alkowy, z której po chwili wybiegł wygoniony przez obojga kot, by oni spokojnie
mogli zakończyć jeden z najważniejszych dni w roku w najpiękniejszy dla
zakochanych osób sposób.
Obudziła się dość
wcześnie, bo już po siódmej, a biorąc pod uwagę wczorajszy dzień i noc wydawać
by się mogło, że pośpi znacznie dłużej, ale jak tu spać, skoro czekała ich
wizyta u jej rodziców. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać, po spotkaniu
Piotra z jej ojcem. Niby matka mówiła jej, że nią ma się czym przejmować, ale
ona czuła jakiś wewnętrzny niepokój z tym związany. Od chwili w której się
obudziła nie potrafiła myśleć o niczym innym, o niczym bardziej przyjemnym.
Dopiero kiedy poczuła na sobie objęcie Piotra i to jak się do nie przysuwa
mrucząc coś pod nosem, uśmiechnęła się do siebie. W dzisiejszą noc uwierzyła, że do
szczęścia wystarczy jej tylko Piotr. To, by był przy niej każdego dnia, by
zawsze mogła na niego liczyć, by codziennie na nią patrzył tym samym ciepłym
spojrzeniem, co wczorajszego dnia i tej nocy. By oboje byli pewni
swoich uczuć i by
patrząc w swoje oczy potrafili wszystko z nich wyczytać. Prawdą było to co
powiedział jej Sebastian, że wszystko się zmieniło odkąd pojawił się w jej
życiu Piotr. Jeszcze dwa lata temu nie podejrzewała, że będzie potrafiła się
tak zakochać, że znajdzie się przy niej mężczyzna, który będzie jej tak bliski.
I tak właśnie było z Piotrem. Ponownie od czasu swojego wyjazdu stał się dla
niej osobą najważniejszą w życiu. Najbliższą jej sercu, bez której życia już
sobie nie wyobrażała. I mimo tego, że bardzo ją skrzywdził, że przepłakała przez
niego nie jedną noc, to nie żałowała tego, bo właśnie to tak bardzo utwierdziło
ją w przekonaniu o tym jak bardzo go kocha. A przecież w miłości nie ma nic
ważniejszego od tego. Prawda? Pogłaskała Piotra delikatnie po policzku, tak by
go nie zbudzić. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się ku gurze pod wpływem
jej dotyku, co sprawiło, że i ona jeszcze bardziej się uśmiechnęła widząc jak
bardziej przytula się do poduszki nie mając zamiaru się obudzić. Na patrzeniu
na niego zleciało jej prawie pół godziny i mogłaby robić to znacznie dłużej
gdyby nie to, że jej wlepiony w jego twarz wzrok zaczął wybudzać Korzeckiego.
- Uwielbiam to.
- Co? – zapytała z
uśmiechem nie wiedząc, o co mu chodzi
- Budzić się przy
Tobie. – słysząc to przez chwilę zastanawiała się, czy nie zaproponować mu
wspólnego mieszkania, ale po chwili myśli te odeszły gdzieś dalej, a ona
przytuliła się do niego przymykając na chwilę jeszcze oczy. – Będziemy jeszcze spać?
- Nie tak tylko chwilę, chciałam się przytulic do Ciebie. Na zapas. – zaniepokoiły go trochę jej słowa, dlatego postanowił pociągnąćtrochę ten temat
- Nie tak tylko chwilę, chciałam się przytulic do Ciebie. Na zapas. – zaniepokoiły go trochę jej słowa, dlatego postanowił pociągnąćtrochę ten temat
- Kochanie,
wszystko w porządku?
- Mhm.
- To o co chodzi?
- O nic. Nie chce mi
się wstawać, po takiej nocy. Dziwi Cię to?
- A chyba, że tak.
Rozumiem, że to był komplement w moją stronę?
- Zdecydowanie tak.
- W takim razie może
to powtórzymy?
- Chętnie, ale nie
teraz.
- Chyba powinniśmy
się pomału zbierać, hm?
- Tak, ale mi się nie chce.
- Tak, ale mi się nie chce.
- Madzia, a Ty chcesz
zostać u rodziców do jutra?
- No właśnie nie
wiem. A Ty?
- To zależy od Ciebie
i od Twoich rodziców.
- Zobaczymy jaka
będzie atmosfera.
- Dobra, koniec tego
dobrego moja pani. Wstawaj i idź się szykuj, a ja w tym czasie zajmę się jakimś
śniadaniem.
- Musimy podrzucić
jeszcze Mańka do Sebastiana.
- No dobrze to po
drodze jak będziemy jechać. – podniósł się do pozycji siedzącej i zakładając na
siebie bokserki zerknął jeszcze na leżącą pod pościelą Magdę – Wstawaj. Chyba,
że chcesz żebym Ci pomógł? – zapytał z uśmiechem łapiąc za kawałek kołdry
- Nie zrobisz tego.
- Nie? – zaśmiał się
ciągnąc trochę mocniej przykrycie
- Piotr! Przestań, ja
nie mam nic na sobie. – wystraszyła się jednak mimo tego uśmiech nie schodził
jej z twarzy. Wiedziała, że Piotr żartuje, jednak wiedziała też, że jego żarty
i wygłupy nie maja granic - Piotruś, za chwilę wstanę. Proszę Cię.– siłowała
się z nim trzymając mocno kołdrę by jej z niej nie ściągnął. Dobrze wiedziała,
że jeśli Piotr użyje trochę więcej siły ściągnie ją z niej, a tego wolała
uniknąć.
- Hehe. Wstawaj, bo
za chwilę tu wrócę i wtedy żadne prośby nie pomogą. – zostawił ją w spokoju
zamykając się na chwilę w łazience, a następnie w kuchni szykując lekkie
świąteczne śniadanie. Udało
im się wyjść z domu tak jak toplanowała Magda, czyli koło dziesiątej.
Jednak czekała ich jeszcze przeprawa przez miasto do mieszkania Sebastiana,
gdzie mieli zostawić Mańka. Wychodząc z klatki natknęli się na wchodzącą do
środka panią Celinę. Piotr otwierając drzwi przepuścił sąsiadkę Magdy przodem,
by swobodnie mogła wejść, witając się z nią uśmiechem.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry panu.
Dzień dobry pani Magdo.
- Dzień dobry.
- Pani Magdo, a
słyszała pani… - nie dane było dokończyć pani Celinie, ponieważ Magda
przeczuwając, że zanosi się na dłuższy wywód sąsiadki, weszła jej w zdanie
- Przepraszam pani
Celino, ale my bardzo się spieszymy. – nie czekała nawet na reakcje sąsiadki,
tylko ciągnąc Piotra za rękę skierowała się szybko w stronę samochodu. –
Prowadzisz?
- A mogę?
- Jeśli dasz radę z
tą ręką.
- Nie takie rzeczy
się robiło.
- Hehe. No coś wiem,
na ten temat. – roześmiali się głośno dobrze wiedząc o czym jest mowa.
- To, co do
Sebastiana?
- Tak. – odpowiedziała krótko rozsiadając się na miejscu dla pasażera
- Tak. – odpowiedziała krótko rozsiadając się na miejscu dla pasażera
- Dlaczego, byłaś
taka nie miła, dla pani Celiny.
- Nie byłam nie miła,
tylko zapobiegawcza.
- Tak to się teraz
nazywa?
- Wolałbyś stać tam przez pół godziny i słuchać jej wywodu? Wystarczy, że zobaczyła nas razem, dzięki temu będzie miała kolejną sensację do rozpowszechniania. Będzie gadała po całej Wiejskiej, że wrócił ten od motoru.
- Wolałbyś stać tam przez pół godziny i słuchać jej wywodu? Wystarczy, że zobaczyła nas razem, dzięki temu będzie miała kolejną sensację do rozpowszechniania. Będzie gadała po całej Wiejskiej, że wrócił ten od motoru.
- Proszę?
- Oj, nie ważne. Jedź
już.
- Będziemy tematem
plotek?
- Nie będziemy. Już
jesteśmy, a konkretnie to ja jestem.
- Ma o czym gadać.
- To miało mnie
pocieszyć?
- Nie.
- Pamiętasz, że mieliśmy jeszcze podjechać do sklepu
po wino?
- Tak, pamiętam, ale myślałem że kupimy w Olsztynie?
- Tak, pamiętam, ale myślałem że kupimy w Olsztynie?
- No w zasadzie możemy
- Madzia, a może powinienem jeszcze kupić, coś dla
Twojej mamy. Kwiaty?
- Piotruś – uśmiechnęła się w jego stronę widząc, że
zaczyna się denerwować przed spotkaniem z jej rodzicami. Chociaż może nie tyle
z rodzicami, co z ojcem.
- Pytam poważnie.
- Nie wiem, ale przecież dałeś już mojej mamie
kwiaty, więc myślę, że teraz nie będzie to potrzebne.
- Sam nie wiem, ale nie wypada tak z niczym.
- Chłopaku, uspokój się. Jeszcze nie wyjechaliśmy z
Warszawy, a Ty już się denerwujesz.
- Dziwisz się. Twój ojciec potrafi być bardzo
stanowczy.
- Tak samo jak Twój ojciec i tak samo jak Ty, więc w
czym problem?
- W Tym, że to Twój ojciec i muszę być miły.
Pójdziesz sama, czy mam iść z Tobą? – zapytał zatrzymując samochód przed kamienicą
na Inżynierskiej
- Pojdę sama. Sebastian pewnie jeszcze śpi.
- Ok. Tylko nie siedź długo.
- Tylko chwilkę – uśmiechnęła się do niego, znając
siebie wiedziała, że ta chwilka może się trochę przeciągnąć, chyba że Sebastian
rzeczywiście będzie jeszcze spał, to wtedy wręczy mu tylko klatkę z kotem i
pożegna się z nim, bo zwykle o tej godzinie Sebastian nie należy do zbyt
rozmownych osób. Obejrzał się tylko za jej uśmiechniętą twarzą kiwając głową z
lekkim uśmiechem zastanawiając się, jak długo będzie musiał na nią czekać. Na
szczęście nie trwało to zbyt długo, bo braciszek otworzył jej drzwi na wpół
przytomny, więc oczywiste dla niej było, że nie ma sensu wdawać się z nim w
jakiekolwiek dłuższe rozmowy. Dała mu tylko buziaka w policzek i prosząc o
opiekę nad kotem wracając po chwili do samochodu, gdzie czekał na nią Piotr.
Zdziwiony Korzecki nie miał już teraz żadnego wyboru, jak tylko spokojnie
ruszyć i bezpiecznie dojechać do Olsztyna. Przez jakąś godzinę drogi czas
upływał im na różnego rodzaju rozmowach, głównie na żartach, rozładowując w ten
sposób swoje zdenerwowanie, ale od kilku minut w samochodzie zapanowała
absolutna cisza, którą zakłócała muzyka wydobywająca się z radia. Pozwolił
sobie na chwilę oderwać wzrok od drogi i spojrzał na Magdę. Od momentu, w
którym zapanowała między nimi cisza wiedział, że zasypia, a teraz był już tego
pewien. Uśmiechną się do siebie widząc jej spokojna twarz. Wcale nie dziwił jej
się, że zasnęła. Nie spała tej nocy zbyt długo, zresztą on sam też chętnie
przymknął by na chwilę oczy. Odwrócił z powrotem wzrok na drogę i instynktownie
chwycił swoją ręka jej dłoń. Była chłodna, więc podkręcił o kilka stopni
ogrzewanie, po czym skupił całą swoją uwagę na drodze. Pogoda nie sprzyjała
tego dnia do podróży. Spory ruch i padający dość mocno śnieg nie pozwalał
Piotrowi na chociażby chwilowe przyspieszenie tempa, dlatego wolał nie
ryzykować. Po prawie czterech godzinach jazdy minęli tabliczkę z napisem
OLSZTYN.
- Madzia. – dotknął delikatnie jej dłoni tak by ją
obudzić, uważając jednak na to aby się nie wystraszyła – Skarbie, obudź się.
Madzia. – na nic zdało się dotykanie jej dłoni, więc pogłaskał ją po policzku,
co przyniosło zdecydowanie lepszy efekt, bo dziewczyna pomału otworzyła oczy
- Już? – zapytała nie do końca jeszcze rozbudzona
patrząc na widok za oknem
- Już? Jechaliśmy prawie cztery godziny.
- Przespałam całą drogę?
- No prawie całą. Wyspałaś się chociaż?
- No prawie całą. Wyspałaś się chociaż?
- Mhm.
- Powiedz mi gdzie mam jechać do sklepu. Gdzie tu
jest jakiś market, czy coś takiego. Gdzieś muszę kupić to wino.
- O ile sklep będzie otwarty.
- A co z tymi kwiatami?
- Możesz kupić, tylko nie przesadź, bo jeszcze
rodzice pomyślą sobie, że chcesz się oświadczyć.
- Ok.
Zajechali najpierw do sklepu, a następnie do
kwiaciarni. Pod blok, w którym mieszkali rodzice Magdy dotarli kilka minut po
14. Drzwi otworzyła im Teresa. Piotr niepewnie przekroczył próg mieszkania
Miłowiczów, witając się najpierw z Teresą, wręczając jej skromny, ale ładny
bukiet kwiatów, następnie spojrzał w stronę Jerzego i czekał na jakikolwiek
gest z jego strony. Mężczyzna przywitał się najpierw z córka a następnie z
Piotrem przez wyciągnięcie w jego stronę ręki.
- Siadajcie proszę. Zrobię Wam coś do picia i do
jedzenia, bo pewnie jesteście głodni.
- Nie, mamo nie trzeba.
- Tobie może nie trzeba, ale Piotr na pewno jest
głodny.
- Dziękuje, ale naprawdę nie trzeba. Niech sobie
pani nie robi kłopotu. – podziękował mimo, że był już trochę głodny i chętnie
coś by zjadł, ale skoro Magda powiedziała, że nie trzeba, to jemu nie wypadało
przecież powiedzieć, że chętnie coś przekąsi,tym bardziej, że obok siedział
Jerzy i bacznie mu się przyglądał.
- Widzisz mamo, nie trzeba. Zjemy później.
- Później też zjecie. Już odgrzewam i nie chce
słyszeć, że nie trzeba.
- Jak droga? Nie mieliście problemu? – odezwał się w
końcu Jerzy, patrząc raz na Magdę, raz na Piotra
- Nie, nie było tak źle. – odpowiedział skromnie,
nie chcąc się w żaden sposób narazić
- Ruch pewnie spory?
- Jak to w święta, tato. – wtrąciła się Magda,
widząc, że atmosfera nie sprzyja swobodnej rozmowie między panami. – Piotr
uparł się, żeby kupić wino, więc tak szybo mamo to dzisiaj spać się nie
położysz. – zażartowała w stronę matki chcąc nawiązać jakąś bardziej rozwiniętą
konwersację
- I bardzo dobrze, że się uparł. Posiedzimy sobie
trochę, bo mam nadzieję, że zostaniecie co najmniej do jutra? - Magda spojrzała
pytająco na Piotra, nie wiedząc co opowiedzieć matce.
- Zobaczymy.
Z każdą minutą rozmową się trochę bardziej
rozkręcała, jednak ciągle bardzo widoczna była bariera między Jerzym, a
Piotrem. Niby rozmawiali ze sobą, ale nie była to normalna swobodna rozmowa,
jak kiedyś. Przecież się znali, rozmawiali ze sobą nie raz i wiedzieli jakie
tematy najlepiej poruszyć, aby rozmowa się jakoś toczyła. Jednak tym razem było
inaczej. Rozmowa między nimi polegała na zwykłej wymianie informacji. Zwykle to
Jerzy o coś pytał, a Piotr grzecznie odpowiadał. Ale lepsze to niż gdyby w
ogóle mieli się do siebie nie odzywać. Przy kawie i cieście siedzieli tak przez
dobre trzy godziny, do momentu aż Teresa stwierdziła, że przyszykuje coś
bardziej pożywnego do jedzenia. Otwierając lodówkę zauważyła, że brakuje jej
kilku produktów do zrobienia szybkiej sałatki.
- Wiecie co ale chyba trzeba będzie pójść do sklepu.
O ile jakiś w ogóle będzie otwarty.
- Ten nowy niedaleko jest otwarty, bo byliśmy z
Piotrem. Możemy się przejść, jeśli czegoś potrzebujesz, prawda? – spojrzała w
stronę siedzącego przy stole Piotra. Chciała go chociaż na chwilę wyciągnąć z
domu aby przestał się choć na chwilę denerwować, dlatego pomysł z pójściem do
sklepu wydawał jej się do tego świetnym pretekstem
- Tak, pewnie, że możemy.
- To mamo powiedz, co mamy Ci kupić? – wstała ze
swojego miejsca, a zaraz za nią Piotr.
- Magda zostań. – na głos Jerzego zapanowała dziwna
cisza. – Ja się z Panem przejdę. – powiedział zakładając już na siebie płaszcz.
Magda jedynie spojrzała na Piotra. Oboje wiedzieli, że rozmowy z Mimłowiczem,
Piotr i tak nie uniknie, ale nie wiedzieli tak naprawdę czego mają się po niej
spodziewać. Przez cały ten czas, od kiedy przekroczyli próg tego mieszkania
Jerzy ani razu nie zwrócił się do Piotra po imieniu, a to raczej nie sprzyjało
przyjaznej atmosferze. Chciała wyciągnąć go na spacer, żeby złapał trochę
dystansu do tej wizyty, a zanosiło się na coś zupełnie odmiennego. Ale nic nie
mogła na to poradzić. Obdarowała Piotra czułym spojrzeniem, chcąc dodać mu w
ten sposób otuchy, ale wiedziała, że to pewnie i tak niewiele pomoże, bo Piotr
od samego rana bardzo przeżywał i obawiał się tej rozmowy z jej ojcem. Teresa
wręczając mężowi niewielkich rozmiarów kartkę z produktami, które miał kupić,
szepnęła mu kilka słów, ale ani Piotr, który czekał już na klatce schodowej,
ani Magda nie słyszeli jej słów. Magda mogła się jedynie domyślać, co takiego
ojciec usłyszał przed wyjściem, ale mimo tego zdenerwowanie Piotra zaczęło jej
się udzielać. Teresa zamknęła drzwi za panami i wróciła do kuchni, gdzie
została Magda.
- Nie martw się nic mu nie będzie.
- Jesteś pewna? Te zakupy były mi bardzo na rękę.
Chciałam wyciągnąć Piotra chociaż na chwilę, na spacer. Mamo on od samego rana
bardzo się denerwował.
- I wcale mu się nie dziwie. Ale przecież sam chciał
porozmawiać z ojcem.
- Chciał, ale czekał na odpowiedni moment.
- No to ojciec go uprzedził. Przejdą się,
porozmawiają, a potem wrócą i będą normalnie ze sobą rozmawiać, a nie
półsłówkami tak jak teraz.
- A jeśli nie?
- Powiedz lepiej jak dałaś sobie rade z Wigilią?
- Może Cię to zaskoczy, ale dobrze. Obyło się bez
problemów.
- W takim razie, co się stało Piotrowi w rękę? –
zapytała Teresa do tej pory myśląc, że zabandażowana ręka Piotra jest jednym z
efektów ich wspólnego przygotowywania Wigilii
- W rękę? Delikatnie mówiąc, kot go podrapał.
- Twój kot?
- A jak myślisz? Ostatnio chyba nie toleruje jego
obecności i wczoraj wyraźnie nam to oświadczył.
- Ojciec to rozumiem, Agata rozumiem, ale żeby kot.
- Mamo to nie jest zabawne. Gdybyś zobaczyła tą
rękę, to byś tak nie mówiła.
- Ale tak za nic go podrapał. Może za mocno go
pogłaskał, albo wystraszył? Maniuś nigdy nie był agresywny.
- Nawet nie zdążył go pogłaskać. Piotr mówi, że to
drobiazg.
- A Ty oczywiście uważasz inaczej?
- Na pewno nie zaszkodziłoby gdyby zobaczył to lekarz, ale spróbuj do tego namówić Piotra, a wręczą Ci medal za zasługi.
- Na pewno nie zaszkodziłoby gdyby zobaczył to lekarz, ale spróbuj do tego namówić Piotra, a wręczą Ci medal za zasługi.
- Hehe. Nie przesadzaj.
- Mhm. Zawsze przesadzam… Sebastian kazał was
pozdrowić.
- Co u niego? Nic się nie zmieniło z rodzicami?
- Nie, jak zwykle to samo. U niego, to chyba się
nigdy nie zmieni. Chyba, że w końcu zrozumieją. Co wątpię, skoro przez tyle lat
tego nie zrobili.
- Kiedyś zrozumieją, a jeśli nawet nie zrozumieją,
to się z tym pogodzą.
- Tak myślisz?
- Madzia, przecież to jest ich jedyne dziecko.
Ukochany synuś mamusi. Myślisz, że jej go nie brakuje.
- Co z tego, że może jej go brakuje, skoro nie
utrzymuje z nim kontaktu. Nie potrafią zrozumieć, jego postępowania,
zastanawiam się tylko, dlaczego. Zupełnie jak u Piotra. Mają podobną sytuację z
ta tylko różnicą, że Piotr może porozmawiać z mamą.
- To jest duża różnica.
- No niby tak, ale tak samo męczy go brak kontaktu z
ojcem, jak Sebastiana.
- Tylko, że Piotr miał nie jedną okazje, żeby to
zmienić, a Sebastian nie.
- Ale mimo tego też ma z tym problem.
- Magda, ja nie wiem dokładnie dlaczego Piotr nie
utrzymuje kontaktu z ojcem, ale z tego co mi mówiłaś, to domyślam się, że
problem nie leży tylko w jego ojcu. Myślę, że w Piotra sytuacji, wina leż po
obu stronach.
- No tak, ale Piotr próbował jakoś porozmawiać z
ojcem, ale on mu nigdy na to nie pozwolił. Zawsze tak sprowadzi rozmowę, że w
końcu Piotr nie wytrzymuje i też powie kilka słów za dużo. Nawet jeśli tego nie
chce i tak się z nim kłóci.
- A Sebastian nawet na to nie ma okazji. I U niego
znacznie trudniej będzie to zmienić. Jeśli Piotr któregoś dnia nie da się ojcu
sprowokować, to być może dojdzie z nim do porozumienia. A dobrze wiesz, że
Sebastian orientacji nie zmieni, więc raczej nie ma co liczyć na rozmowę z
ojcem. Chyba, że jego matka nie wytrzyma i jakoś to wszystko rozwiąże. Wcale
bym się nie zdziwiła gdyby tak było.
- Ciekawe kiedy. Chyba w innym życiu.
- Oj Madzia, Madzia. Zajmij Ty się może lepiej
Piotrem, bo zdaje się, że on jeszcze nie do końca odnalazł się po tym powrocie.
- Co masz na myśli? Z Piotrem wszystko jest w
porządku. Pomału wraca do pracy, między nami też wszystko dobrze. O co, Ci
chodzi?
- Mnie? O nic. Skoro mówisz, że wszystko dobrze, to
dobrze. Ale kwiaty śliczne. Jak zawsze zresztą. – powiedziała wynosząc wazon z
kwiatami od Korzeckiego z kuchni do salonu
- Chciał Cię w ten sposób przekupić, i chyba mu się
udało.
- Możesz mu powiedzieć, że nie musi mnie przekupywać.
Niech się lepiej skupi na ojcu, bo samo wino tu nie wystarczy.
- Tego się właśnie oboje obawiamy. – zamyśliła się
na chwilę wybiegając myślami do rozmowy Piotra z jej ojcem. Zastanawiała się,
czy ojciec od razu przeszedł do ataku i teraz spokojnie już ze sobą rozmają,
czy może ojciec dał sobie czas i wolał zacząć od jakiegoś neutralnego tematu, a
co najważniejsze zastanawiała się jak na tę rozmowę zareaguje Piotr. Z lekką
obawą wróciła do rozmowy z matką zostawiając już w spokoju Piotra, Jerzego, Sebastiana,
a zaczęły nowy temat jakim byli Waligórowie, a następnie Agata z Rafałem.
Jerzy z Piotrem już od dobrych kilkunastu już minut
kierowali się niby w stronę sklepu, jednak jak zauważył Piotr trochę okrętną
drogą. Przeczuwał, że Miłowicz aż rwie się do tego, żeby z nim poważnie
porozmawiać, ale chyba nie do końca wiedział jak to zrobić. W trakcie drogi
zamienili ze sobą kilka zdań, jednak żadne z nich nie naprowadzało chociażby w
minimalny sposób na ten konkretny temat, który męczył ich obu. Od kilku minut
panowała między nimi cisza. Jerzy zastanawiał się jak zacząć, żeby nie
pokierować tej rozmowy w zły sposób, natomiast Piotr szykował w myślach
argumenty na wszelki wypadek gdyby ich potrzebował. Zastanawiał się, czy to aby
nie on powinien zacząć rozmowę, ale dokładnie tak samo jak Jerzy nie wiedział
jak to zrobić.
- Zaskoczył mnie Pan. – zaczął w końcu Jerzy
sprowadzając rozmowę na odpowiednie tory.
- Nie rozumiem?
- Ja nie chciałbym czegokolwiek udawać i mówić, że
wszystko jest w porządku, kiedy nie jest. Pan jest inteligentnym facetem i na
ukrywam, że na taka tez rozmowę liczę.
- Między innymi po to tu przyjechałem, chociaż nie
jestem pewien czy dobrze zrobiłem.
- I słusznie. Pewność siebie czasami potrafi
człowieka zgubić. Ja chcę żeby wszystko była jasne. Nie mam nic przeciwko Panu,
ani temu żebyście byli z Magdą razem, ale to nie zmienia faktu, że się obawiam.
- Ale ja nie liczyłem na to, że ktokolwiek po moim
powrocie rzuci mi się na szyję z radości.
- Ja i myślę, że nie tylko ja cieszę się z pana
powrotu, z tego, że zwalczył pan chorobę, ale nie może pan wymagać, ode mnie że
nie zareaguję w żaden sposób na to jak pan postąpił z moją córką. Magda pana
kocha.
- Może mi pan nie wierzyć, ale ja ją również. I
odkąd ją poznałem nigdy nie było inaczej. A wyjeżdżając w taki a nie inny
sposób wydawało mi się, że robie słusznie. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić.
Nie chciałem żeby była sama.
- Nie byłaby sama i pan również.
- Żałuję, że jej nie powiedziałem, ale czasu nie
cofnę.
- Żałuje pan, bo teraz już wie jak trudno ją było ją
odzyskać. – stwierdził Miłowicz, patrząc Piotrowi prosto w oczy
- Nie. Żałuje bo teraz wiem, co się z nią działo
przez ten cały czas.
- Musiałby pan tu być i widzieć.
- Rozmawiałem z Magdą i wiem, że nie było jej łatwo.
I wiedziałem o tym będąc jeszcze w Los Angeles, ale wtedy myślałem że gdyby
była tam ze mną czułaby się jeszcze gorzej. Niech mi pan uwierzy. Moja choroba,
to nie była grypa, która mija po kilku dniach wyleżenia w łóżku.
- Domyślam się. I wierzę w to, że panu również nie
było łatwo. Ale miał pan to na swoje życzenie. To była pana decyzja.
- Właśnie i wiem, że będę z nią płacił do końca
życia, bo ani Magda, ani państwo, ani moi przyjaciele i przyjaciele Magdy, nikt
o tym nie zapomni. A ja nie jestem w stanie nic na to poradzić. Wiadomość o
chorobie spadła na mnie nagle. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego mnie
spotka. Nie miałem czasu na to, żeby wszystko spokojnie przemyśleć. Być może
gdybym miał taką możliwość, postąpiłbym zupełnie inaczej.
- I to pana trochę usprawiedliwia. Jest pan młody, a
w tym wieku nie myśli się o złych rzeczach, które mogą nam się przytrafić. Rozumiem,
że być może się pan przestraszył i nie ma w tym nic wstydliwego. Sam pewnie bym
się bał, ale co by było gdyby Magda była wtedy w ciąży?
- Ale nie była.
- Ale z tego co wiem, chcieliście żeby była. Zostawiłby
ja pan w ciąży, bez słowa wyjaśnienia?
- Na szczęście tak się nie stało.
- Właśnie. Cieszę się, że się w tej kwestii
zgadzamy. Nie chciałbym pana urazić tym co powiem, ale… Magda na szczęście nie
była w ciąży, bo sposób w jaki pan wyjechał nie był czynem godnym dojrzałego
mężczyzny, który chce założyć rodzinę. – Piotr słysząc te słowa nie wiedział co
ma odpowiedzieć. W zasadzie zgadzał się z Miłowiczem, ale po co zastanawiać się
co by było gdyby. Magda nie była w ciąży, ale pewnie gdyby była to zachowałby
się inaczej. Tak mu się przynajmniej teraz wydawało.
- Ma pan prawo tak uważać. Wie pan, ja nigdy nie
bujałem w obłokach, bo życie mi na to nie pozwoliło, dlatego wracając do Warszawy
wolałem na nic się nie nastawiać. Liczyłem tylko na to, że Magda pozwoli sobie
to wszystko wytłumaczyć. Może miałem jakiś cień nadziei na to, że mi wybaczy,
ale wiedziałem że nie nastąpi to od razu. Długo czekałem i czekałbym jeszcze
dłużej, ale w końcu dała się przeprosić i uwierzyła w to, że nie zrobiłem tego
przeciwko niej, a dla niej. Po raz kolejny przekonałem się o tym, że w życiu
nie można mieć wszystkiego i że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli.
Być może jestem egoistą, ale to tylko dlatego, że o wszystko w życiu muszą
wałczyć sam. Walczyłem o Magdę na samym początku naszej znajomości, walczyłem
teraz i zapewniam pana, że wbrew temu, co pan myśli i powie, będę o nią walczył
jeszcze tyle razu ile będzie trzeba.
- I za to Cię szanuję, bo zdaje się, że wiesz, co
jest w życiu najważniejsze.
- Wiem, że bardzo Magdę skrzywdziłem. Być może
niewiele to znaczy, ale przeprosiłem ją za to, przeprosiłem też jej przyjaciół,
pana zonę, a teraz przepraszam pana, ale myślę, że to tak naprawdę niewiele
zmieni, bo każdy ma na temat mojego wyjazdu swój własny pogląd, na który ja
wpływu nie mam.
- To dobrze, że przepraszasz i ja bardzo to
doceniam, bo to oznacza, że zdajesz sobie sprawę z tego, że popełniłeś błąd.
Pytanie tylko ile jeszcze razy go popełnisz.
- Co chce pan przez to powiedzieć?
- Posłuchaj, ja wierzę w to, że kochasz Magdę i
cieszę się z tego, bo ona jest z Tobą szczęśliwa, ale każdy popełnia w życiu
błędy. Wierzę też w to, że Twoja była żona jest dla ciebie zamkniętym
rozdziałem, ale to zawsze będzie Twoja była żona i choćbyś niewiadomo jak
bardzo się starał z pamięci jej nie wyrzucisz.
- Nic mnie już z moją byłą żona nie łączy. Jeśli to
pana martwi to może być pan spokojny, że nie utrzymuje z nią kontaktu.
- Ale ona była w Twoim życiu i odegrała niemała
rolę. Sam wiesz, że ja też miałem kogoś podczas pobytu w Stanach i wiem, że
nawet jeśli jej już nie kochasz, to tutaj w sercu i pamięci zawsze będzie. Chociażby
na dnie, ale będzie i tego nie zmienisz. A jeśli chcesz stworzyć stały związek
z moją córką, to musisz na to uważać. I nie mowie tego, żeby Cię straszyć.
Zarówno mnie jak i mojej żonie zależy na tym żebyście byli z Magdą szczęśliwi,
dlatego wybacz, ale ja tak od razu nie potrafię Ci zaufać.
- W takim razie, co musiałbym zrobić, żeby się to
zmieniło?
- Dla mnie? Dla mnie nic. Chcesz żyć z moją córką, a nie ze mną. To ona ma być przy Tobie szczęśliwa, nie ja. Dobrze zacząłeś, więc nie powinno chyba być tak źle. Wróciłeś. Dobrze. Chcesz być z Magdą. Bardzo proszę.– przystanął na chwilę w miejscu i zaskakując Piotra wyciągnął w jego stronę rękę – Ale sam powiedziałeś, że nie można mieć wszystkiego od razu. – Piotr zatrzymał się naprzeciw niego i ściskając jego dłoń z lekką ulgą uśmiechnął się nikle
- Dla mnie? Dla mnie nic. Chcesz żyć z moją córką, a nie ze mną. To ona ma być przy Tobie szczęśliwa, nie ja. Dobrze zacząłeś, więc nie powinno chyba być tak źle. Wróciłeś. Dobrze. Chcesz być z Magdą. Bardzo proszę.– przystanął na chwilę w miejscu i zaskakując Piotra wyciągnął w jego stronę rękę – Ale sam powiedziałeś, że nie można mieć wszystkiego od razu. – Piotr zatrzymał się naprzeciw niego i ściskając jego dłoń z lekką ulgą uśmiechnął się nikle
- Dziękuje.
- To ja Ci dziękuję. Za to,
że wróciłeś i że ją kochasz. A teraz chodźmy już do tego sklepu, bo w domu
pomyślą, że nie wiadomo, co z Toba robie, że tak długo nie wracamy. - Piotrowi
po tej rozmowie kamień spadł z serca. I choć nie była to łatwa rozmowa i nie do
końca zakończyła się happy endem, to wiedział, że jest na najlepszej drodze do
porozumienia z ojcem Magdy. Być może trochę to potrwa zanim wszystko będzie tak
jakby z Magdą tego chcieli, ale mimo wszystko cieszył się, że przynajmniej
będzie mógł ze spokojem i czystym sumieniem usiąść teraz z Miłowiczem przy
jednym stole i być może porozmawiać trochę swobodniej niż było to jeszcze
kilkanaście minut temu w ich mieszkaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz